Perełki stycznia - miętowa perełka do twarzy, świetna odżywka do włosów, kokosowy peeling i naturalne maseczki działające cuda

4.2.19


No i mamy to, kolejny miesiąc minął w tempie ekspresowym i choć nie był on dla mnie najłaskawszy, to mam Wam dzisiaj do pokazania kilka prawdziwych, a do tego naturalnych, perełek pielęgnacyjnych. Co prawda sa to ulubieńcu stycznia, ale w większości używam tych produktów już dłużej, jednak chciałam mieć pewność że polecam Wam tylko to co najlepsze. Coś do twarzy i włosów, czyli kategorie przy których pielęgnacji przykładam się zdecydowanie najbardziej i chyba śmiało mogę nazwać je moimi ulubionymi ;) 


Miętowa perełka do cery problematycznej

Z hydrolatem miętowym spotkałam się dzięki pudełeczku Naturalnie z pudełka i cieszy mnie to ogromnie, bo jest duże rpawdopodobieństwo że sama bym po ten produkt nie sięgnęła. Woda miętowa ma szerokie zastosowanie, bo możemy jej używać jako toniku, ale również na problematyczną skórę głowy (ma zapobiegać przetłuszczaniu i pomagać w walce z łupieżem), miejsca które mocniej się pocą czy nawet w celu odświeżenia oddechu. Ja jednak najbardziej ukochałam sobie jej pierwsze przeznaczenie. Stosowana jako tonik pięknie koliła skórę i zdecydowanie przyspieszała tym samym gojenie się wszelkich niedoskonałości, ale przy tym zupełnie skóry ne przesuszała, za to dawała bardzo przyjemne uczucie odświeżenia. Z reguły produkty dedykowane cerom trądzikowym kojarzą się z czymś wysuszającym, ale nic z tych rzeczy. Ta naturalna woda naprawdę działa delikatnie, ale za to skutecznie jak na tonik, który często ma jedynie za zadanie przywrócić naszej skórze odpowiednie pH oraz przygotować ją do nakładanej później pielęgnacji. Hydrolaty Your Natural Side są w buteleczkach z ciemnego szkła i mają bardzo dobrze działające atomizery, a to kolejny plus tego produktu. Jeżeli więc macie cerę problematyczną i szukacie jakiegoś fajnego hydrolatu, to miętę pieprzową bardzo polecam!

Włosy nawilżone od zaraz

Tak się składa, że to kolejny produkt odkryty dzięki Naturalnie z pudełka, który niesamowicie mnie zaskoczył. Marki wcześniej nie znałam, więc w zasadzie nie miałam żadnych konkretnych wobec niego oczekiwań. Okazało się jednak, że rokitnikowa odżywka marki Green Feel's to prawdziwa perełka. Moje włosy są wysokoporowate i z natury suche, a więc mało który kosmetyk robi na nich większe wrażenie. Ta odżywka jednak nie tylko pięknie je nawilżała, ale też dodawała ładnego blasku oraz delikatnie je dyscyplinowała. Już po samym spłukaniu produktu włosy są niesamowicie gładkie, a ich rozczesanie nie sprawia absolutnie żadnego problemu. Dlatego jeżeli szukacie czegoś co dobrze nawilży włosy już w kilka minut, ale przy tym ich nie obciąży, to bardzo Wam ten produkt polecam! Ja sama zaopatrzyłam się już w nowe opakowanie, tym samym decydując się na poznanie jeszcze kilku innych produktów tej marki ;)


Pastelowa masecza do cery z problemami

Marka Miya do niedawna kojarzyła mi się głównie z kremami do twarzy w kolorowych tubkach, ale nie ukrywam, że jakoś nieszczególnie mnie one ciekawiły. Od jakiegoś czasu wypuszczają jednak coraz to ciekawsze nowości, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem, a ja jako maseczkomaniaczka zdecydowałam się w końcu po coś sięgnąć. Moje pierwsze spotkanie z marką to ten oto przeuroczy, różowy słoiczek, który skrywa w sobie 5-minutową maseczkę z kwasem azaleinowym, glicyną i całkiem sporą ilością innych naturalnych składników. Ma za zadanie wlaczyć z istniejącymi niedoskonałościami oraz przeciwdziałać pojawianiu się kolejnych. Jest to oczywiście kosmetyk który nakładamy co jakiś czas, dlatego też głównie liczyłam na pierwszą z tych obietnic. No i nie zawioadłam się - maseczka ma bardzo kremową konsystencję, która bardzo przyjemnie rozprowadza się po skórze i nie zasycha na niej, za to delikatnie się wchłania. Ja zazwyczaj trzymam ją dłużej niż 5 minut, ale to tylko moja fanaberia. Skóra po jej użyciu jest mięciutka i bardzo gładka, a do tego oczyszczona ale w bardzo delikatny sposób. To nie jest produkt podobny do maseczek glinkowych, które mocniej oczyszczają i mogą delikatnie przesuszać, tutaj mamy oczyszczenie i wygładzenie skóry, ale w komplecie z nawilżeniem i nadaniem cudownej miękkości. Bardzo się z tym produktem polubiłam i myślę, że niedługo sięgnę również po coś innego z asortymentu Miya.


Ręcznie robione, naturalne i wegańskie

I ostatnie, ale absolutnie nie najgorsze! Lani to naturalna i wegańska marka angielska, a jej właścicielka Viola ręcznie robi swoje produkty! Wszystkie mają wesołe, kolorowe opakowania szklane, a w środku znajdziemy mnóstwo dobrych składników. Żółty słoiczek to kokosowy peelig do twarzy, który obłędnie pachnie (jak wiórki kokosowe lub nierafinowany olej kokosowy). Ma postać proszku, którego odrobina wystarczy aby dokładnie złuszczyć martwy naskórek, ale nie podrażnia przy tym skóry. Ja mieszam go jedynie z odrobiną wody, ale dla super wrażliwych cer lepiej może sprawdzić się mieszanie z żelem - wtedy jest ultra delikatny ;) Granatowy słoiczek skrywa natomiast najpiękniej pachnącą maseczkę jakiej miałam kiedykolwiek okazję używać! To prawdziwe cudo dla fanek kakao i czekolady, bo zapach jest obłędny, ale to oczywiście nie jedyna jej zaleta. Maseczka również ma postać proszku, a po zmieszaniu jej z wodą czy hydrolatem tworzy się pianka (!) która pięknie rozprowadza się na skórze i podczas trzymania lekko podsycha. Maseczka pieknie oczyszcza skórę, ale ma też właściwości nawilżające, dlatego po jej użyciu cera jest gładka i uspokojona, pory są oczyszczone a koloryt ujednolicony. Oba produkty są niesamowicie wydajne i prawdziwie mnie w sobie rozkochały! W zapasach mam jeszcze serum do twarzy i już nie moge się doczekać żeby zacząć go używać ;)

Koniecznie dajcie znać czy znacie coś z tej gromadki oraz co Was zachwyciło w ostatnich tygodniach!

  • Udostępnij:

To również może Ci się spodobać

0 komentarze