Perełki roku 2018 - pielęgnacja, kolorówka i lifestyle

14.1.19


Nie zdążyłam jeszcze wyjść do końca z szoku jakim był dla mnie nowy rok, a uciekło nam już pół stycznia. Jest to więc najwyższa pora, aby w końcu podsumować sobie 2018 rok pod względem ulubionych produktów i nie tylko! Dzisiaj pokażę Wam perełki całego minionego roku, choć od razu zaznaczam - jeżeli coś Wam do tej pory polecałam, albo coś znalazło się w ulubieńcach danego miesiąca a nie ma tego tutaj, to absolutnie nie oznacza że już tego nie lubię albo że zmieniłam zdanie na jego temat! Po prostu dzisiaj wyróżniam najlepszych z całego roku, dla podkreślenia że są to naprawdę fantastyczne rzeczy warte Waszej uwagi ;)


PIELĘGNACJA

Jeżeli miałabym powiedzieć jaką część pielęgnacji lubię najbardziej, to zdecydowanie byłaby to ta do twarzy. Moja cera jest ogromnie kapryśna, ale nie poddaję się i wciąż szukam dla siebie tego idealnego zestawu do codziennej rutyny pielęgnacyjnej. Zaczynając od początku, czyli od oczyszczania, hitem minionego roku była dla mnie zdecydowanie pianka marki Alkemie. Testowałam już kilka produktów tego typu, ale żaden z nich nie był tak skuteczny i delikatny jednocześnie. Był to produkt o średnio gęstej konsystencji, który świetnie nadawał się do używania zarówno rano, jak i wieczorem. Buzia była oczyszczona, delikatna i miękka w dotyku. Szkoda tylko, że nie była bardziej wudajna, ale nie zmienia to faktu, że sam produkt był genialny. Z tradycyjnych żeli bardzo dobrze wspominam natomiast żel do mycia twarzy z D'Alchemy - śliczny, owocowo-słodki zapach i powonie delikatne, ale skuteczne działanie a do tego naprawdę dobra wydajność. Jeżeli szukacie dobrego produktu do mycia twarzy, to na niego również warto zwrócić uwagę. Zostając jeszcze przy oczyszczaniu nie mogę nie wspomnieć o moim demakijażowym odkryciu, jakim był płyn micelarny marki Polny Warkocz. Bardzo delikatny, nawet przy mocno wrażliwych oczach, a przy tym skuteczny. Zamknięty w ciemnym szkle, kosztuje zaledwie kilkanaście złotych i to jak dotąd najlepszy produkt do demakijażu jaki znam z tak dobrym i prostym składem. 

W przypadku produktów nawilżających nadal bardzo polecam mojego ulubieńca z początku roku - krem z figą marki Mokosh. Miał aksamitną konsystencję, dobry naturalny skład, przyjemny zapach i szklane opakowanie. Dobrze nawilżał, a przy tym byl lekki i świetnie nadawał się pod makijaż. Do tego był też ogromnie wydajny, bo jedno opakowanie starczyło mi na kilka miesięcy codziennego używania. Drugi krem, który zrobił na mnie świetne wrażenie, był z asortymentu marki Resibo. Krem Glow, teoretycznie kłócący się z moją tłustą cerą, daje na skórze piękne wykończenie zdrowej skóry i sprawia, że nakładany na niego makijaż wyglądał jeszcze lepiej. Ma w sobie jakby lekką perłę, która pięknie odbija światło i która nie przebija przez podkład, ale mimo to makijaż twarzy wygląda jakoś lżej i bardziej naturalnie. Ostatnim kremem będzie produkt pod oczy - kawowa propozycja marki Fridge by yDe. Lekka, aksamitna kosnsytencje i cudowny skład, dzięki któremu poranne opuchnięcia pod oczami opuszczają nas zdecydowanie szybciej. Krem, jak nazwa na to wskazuje, pięknie pachnie kawą i dobrze nawilża delikatną okolicę oczu, nadając się tym samym do stosowania zarówno na dzień, jak i na noc. 


W przypadku złuszczania martwego naskórka zauroczyły mnie dwa produkty - dość ostry, mechaniczny peeling z D'Alchemy, oraz kwasowy z The Ordinary. W temacie maseczek nie mogę nie wspomnieć o ulubieńcu końcówki roku, którym okazała się maseczka Aura marki Antipodes. Działa jak plasterek dla suchej cery, zostawiając ją odżywioną i niesamowicie miękką. Udało mi się w tym roku znaleźć również ogromnego ulubieńca w temacie ochrony przeciwsłonecznej - filtr marki Niod Survival 30 spełnia w zasadzie wszystkie moje wymagania: jest lekki, nie bieli skóry i nie wpływa negatywnie na jej stan. W przypadku pielęgnacji włosów w tym roku wracałam do wielu moich ulubieńców z poprzednich lat, jednak bardzo dobrze wspominam jedną dla mnie nowość - maskę bananową z The Body Shop. Bardzo bogata konsystencja, śliczny zapach i bardzo dobre nawilżenie włosów jakie dawała sprawia, że bardzo chętnie jeszcze kiedyś do niej wrócę. W pielęgnacji ciała zakochałam się natomiast w brązującym produkcie marki Mokosh. Ich masło do ciała, które nawilża ale jednocześnie nadaje naszej skórze lekkiej opalenizny, to był mój hit tego lata i na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę.


KOLORÓWKA

W przypadku kolorówki, jak to u mnie zwykle była, ulubieńców o wiele mniej. Przede wszystkim testuje w tej katogorii o wiele mniej kosmetyków, bo są zwyczajnie dużo bardziej wydajne niż pielęgnacja, a po drugie moja cera jest mocno kapryśna i rzadko się zdarza, że coś mnie mocno zachwyci. Mam jednak trzy produkty, które podbiły moje serce o po które sięgałam w tym roku wyjątkowo chętnie. Pierwszy z nich to kultowy puder od Laury Mercier, który oczarował mnie od pierwszego użycia. Nigdy nie myślałam, że taki lżejszy i lekko satynowu produkt może się dogadać z cerą tłustą o mocno rozszerzonych porach, ale jakimś cudem tak się właśnie stało. Utrwala makijaż, ale nie sprawia że robi się płaski, nie przesusza skóry i wygląda na niej po prostu bardziej naturalnie, niż te wszystkie stricte matowe pudry. Do top trójki trafia również rozświetlacz, czyli coś, czego jeszcze dobry rok temu nie stosowałam prawie w ogóle, ze względu na brak równej struktury skóry w miejscu jego naładania. Przestałam się tym jednak tak mocno przejmować i bardzo polubiłam się z płynym produktem od Becci, w odcieniu Opal. Wydaje się być on stosunkowo ciemny, ale roztarty na skórze nie zostawia na niej koloru, za to ładny, subtelny i bardzo naturalnie wyglądający blask. Jeżeli lubicie wręcz oślapiać rozświetlaczem, to nie będzie absolutnie produkt dla Was (chyba że jako baza pod jakiś pudrowy produkt), ale jeżeli szukacie czegoś delikatnego, co sprawi że skóra nabierze zdrowego glow, to bardzo polecam Wam sprawdzić to małe cudo! Ostatni ulubieniec w tej kategorii to matowa pomadka do ust Huda Beauty w odcieniu Girlfriend. To ciemny nudziak wpadający już w ciepłą czekoladę, w której czuję się naprawdę dobrze. Sięgałam po nią prawie zawsze kiedy miałam jakieś "większe" wyjście i zawsze dodawała mi tej odrobiny pewności siebie. Formuła jest mocno płynna, ale bardzo dobrze napigmentowana i w asortymencie można znaleźć naprawdę wiele ładnych kolorów. Ja posiadam jeszcze Wifey, którą również bardzo lubię, szczególnie na co dzień.


LIFESTYLE

Niestety miniony rok nie był najlepszy pod względem kulturalnym ze względu na deficyt czasowy, ale za to mam Wam w tej kategorii do polecenia kilka fantastycznych rzeczy! Dwa filmy które najbardziej utkwiły mi w pamięci to Trzy billboardy oraz Cudowny chłopak. Oba to produkcje zeszłego roku i oba zdecydowanie warte obejrzenia. Pierwszy zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie i wywołał wiele różnych emocji. Drugi rozbawił, wzruszył i napełnił ciepłem, ale też swego rodzaju optymizmem. Seriali w zeszłym roku obejrzałam więcej niż kilka, choć w większości były to produkcje jednosezonowe. Najmocniej chciałabym Wam jednak polecić 3. Ania, nie Anna to pozycja obowiązkowa, szczególnie dla fanów książek o Ani z Zielonego Wzgórza. Absolutnie przepięknie zrobiony serial, zarówno pod względem aktorskim jak i wizualnym. Ciepły, wzruszający i przypominający o tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Sposób na morderstwo na pewno nie raz już Wam na blogu polecałam, ale czwart sezon wbił mnie w fotel. Nie myślałam że w przypadku kolejnego z rzędu sezonu można wrócić na tak wysoki poziom, ale tutaj się to udało. Ciężko się od niego oderwać i kurczę, no po prostu świetny był! Dom z papieru zapewne dobrze już znacie, ale gdyby mimo wszsytko ktoś nadal się zastanawiał, to ja polecam bardzo. Początkowo nie byłam do niego przekonana, bo nie jest to tematyka po którą sięgam szczególnie często. Ale serial bardzo wciąga! Poza tą Top 3 mogę również śmiało polecić Wam Alienistę, w którym bardzo podobał mi się klimat, serial Dark, który choć miał jak dla mnie nie do końca satysfakcjonujące zakończenie, to fabułowo bardzo mi się podobał, kolejny sezon Opowieści Podręcznej oraz po prawdopodobnie po raz setny Bates Motel, który nadal uważam za jeden z najlepszych seriali jaki oglądałam!


Książkowo niestety w tym roku nie wyszło mi najlepiej i nie udało mi się przeczytać tak dużo pozycji, jakbym chciała. Nie oznacza to jednak, że nie przeczytałam nic - absolutnie ;) Z bardziej przyejmnych pozycji przeczytałam Babską stacją Fannie Flagg i utwierdziłam się tylko w przekonaniu, jak bardzo lubię tą autorkę. Tworzy w swoich książkach niesamowicie ciepły klimat, przez co zawsze mam ochotę pomieszkać choć trochę razem z bohaterami ;) Miło wspominam również Wszystkie nasze obietnice - opowieść o ciężkim problemie i pięknej, wręcz idealnej miłości. To była moja pierwsza pozycja tej autorki, ale na pewno sięgnę po coś jeszcze. Dla fanów dreszczyku będą za to idealne kolejne 3 pozycje. Przesyłka (Sebastian Fitzek) to kolejna genialna książka tego autra i pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów thrillerów psychologicznych. Podobnie zresztą jak dwie kolejne - Za zamkniętymi drzwiami oraz Tylko jedno kłamstwo. Było o nich dość głośno na początku zeszłego roku i wcal mnie to nie dziwi, bo obie historie były bardzo wciągające!

Jestem ogromnie ciekawa czy znacie coś z moich perełek, a jeżeli tak, to koniecznie dajcie znać czy macie o nich podobne zdanie, czy może widzimy coś inaczej!

  • Udostępnij:

To również może Ci się spodobać

0 komentarze