Perełki marca i kwietnia 2018 - Resibo, Mohani, Laura Mercier, d'Alchemy, Studio Accantus

4/27/2018


Ponownie jestem mocno spóźnina, ale nie chcę odkładać tego o miesiąc, bo kilka perełek aż sie prosi, żeby Wam o nich opowiedzieć! Tym razem przeważa pielęgnacja, jak to u mnie zwykle bywa, ale będzie też jeden kosmetyk kolorowy. I to nie byle jaki, bo puder, który wręcz odmienił mój codzienny makijaż! Do tego jeszcze wspaniała piosenka i już nie przedłużam, zapraszam na ulubieńców marca.



KREM, KTÓRY CHRONI PRZED SMOGIEM

Produkty marki Resibo polecałam Wam już nie raz i dzisiaj chciałabym Wam przedstawić ich kolejną perełkę - miejski krem ochronny. Do tej pory Resibo miało w swojej ofercie dwa kremy do twarzy - ultranawilżający i odżywczy. Żadnego z nich nie miałam w formie pełnego opakowania, ale testowałam sobie próbeczki i oba były dość mocno treściwe. Krem miejski różni się od nich pod tym względem i jest zdecydowanie lżejszy, a do tego zostawia skórę delikatnie matową, także dla posiadaczek cer bardziej tłustych, będzie to zdecydowanie lepszy wybór. Ten krem nie ma jednak za zadanie jedynie nawilżać, ale co przede wszsytkim go wyróżnia - ma chronić przez tzw. miejskim stresem (anti-pollution). Gołym okiem nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy faktycznie to robi, ale wierzę w dobry skład tego kremu! Do tego jest idealny na dzień i pod makijaż, który dobrze się na nim trzyma, nic się nie roluje i nie ściera. I co tu jeszcze dużo mówić, po raz kolejny dobra robota Resibo!


TONIKOWA PEREŁKA DO CERY TŁUSTEJ

Hydrolat oczarowy zauroczył mnie już kilka lat temu, ale na jakiś czas o nim zapomniałam. Po zużyciu toniku z Naturativ postanowiłam do niego wrócić i zdecydowałam się na markę Mohani. Szklane opakowanie z dobrze działającym sprayem zawiera hydrolat, który świetnie się sprawdza na cerze tłustej czy tej skłonnej do niedoskonałości. Mam wrażenie, że używany regularnie pomaga delikatnie opanować wydzielanie sebum, a do tego dobrze wpływa na ogólny stan cery. Używam go codziennie rano i wieczorem, i może poza średnim zapachem, nie widzę żadnych wad. Do skór suchych może nie być najlepszym wyborem, ale tłuste powinny się z nim polubić. Dodatkowo swego czasu dodawałam hydrolat oczarowy np do domowego peelingu do skóry głowy i sprawdzał się świetnie przy problemach z łupieżem.

MASŁO DO... WŁOSÓW!

Kolejny produkt marki Mohani który pokochałam, to masło babassu. Jak wiecie, ostatnimi czasy założyłam sobie za cel zregenerowanie moich włosów po zimowych miesiącach i chciałam spróbować czegoś nowego. W tym celu zakupiłam właśnie między innymi mało babassu, które stosuję do olejowania moich włosów. Ma ono stałą konsystencję, ale na tyle miękką, że już po chwili rozgrzewania w dłoniach staje się płynne i może je rozsmarować, bez żadnych grudek czy innych niespodzianek. Formuła jest więc bardzo wygodna, ale najważniejsze jest tutaj działanie. Zazwyczaj olejuję włosy na odżywkę, i tak też robię w przypadku tego masła. Włosy są potem odżywione, bardziej gładkie i błyszczące. Do tej pory moim faworytem był olej lniany, ale widzę, że udało mi się znaleźć dla niego świetną alternatywę, przy okazji taką, która nie traci tak szybko terminu ważności ;)


CUDOTWÓRCA W PUDROWEJ FORMIE

Mam wrażenie, że jestem ostatnia która pokazuje ten puder od Laury Mercier, ale już Wam tłumaczę dlaczego. Kusił mnie oczywiście od dawna, bo ciężko nie zwrócić uwagi na coś, co poleca niemal każdy! Większość opinii bazowała jednak na tym, że jest stosunkowo delikatny i wręcz satynowy, co powstrzymywało mnie przed zakupem - mam mocno przetłuszczającą się cerę w strefie T, wieć obawiałam się, że będzie zwyczajnie zbyt słaby, żeby sobie z nią poradzić. Nawet nie wiecie jak mocno się zdziwiłam, gdy w końcu zdecydowałam się jednak na zakup. Loose Setting Powder faktycznie jest bardzo drobniutki i mocno  zmielony, dzięki czemu wygląda na skórze bardzo naturalnie, nie zostawiając jej płasko-matowej, a przy tym pięknie wygładza strukturę skóry. Ale to jeszcze nie wszystko, bo okazało się, że trzyma sebum na mojej cerze w ryzach o wiele (!) dłużej niż pudry stricte matowe, których używałam do tej pory! Żałuję, że tak długo zwlekałam z jego zakupem, choć z drugiej strony cieszę się, że mimo wszystko odkryłam tę perełekę, bo jak dotąd to absolutnie najlepszy puder, jakiego miałam okazję używać.

NOWA MARKA W MOJEJ KOSMETYCZCE - D'ALCHEMY

Niesamowicie mnie cieszy, że na rynku mamy coraz więcej marek naturalnych i aż ciężko się zdecydować po jaką perełkę sięgnąć w następnej kolejności! Ja od jakiegoś czasu poznaję się z dwoma produktami d'Alchemy i muszę przynać, że naprawdę mnie oczarowały. Purifying Facial Cleanser ma być oczyszczający, ale i delikatny jednocześnie i muszę przyznać, że faktycznie tak jest. Stosuję go zarówno rano, do odświeżenia cery po nocy i zmycia resztek wieczorej pielęgnacji, jak i wieczorem jako ostatni krok oczyszczania, czyli mycie samej skóry (ostatnio w duecie ze szczoteczką Foreo). Żel ten ma jedynie 125ml pojemności ale wystarczy niecała pompeczka, aby dobrze umyć twarz, więc mimo to jest naprawdę wydajny. Pięknie pachnie cytrusami, ale i słodko jednocześnie - zwłaszcza rano taki przyjemny zapach się docenia ;) Samo opakowanie i pompka również działa bardzo sprawnie, więc nie mam mu nic do zarzucenia! Podobnie zresztą jak peelingowi Natural Micro-dermabrasion Peel. Jest to produkt dedykowany wszystkim typom cery, z pominięciem jedynie tych trądzikowych z aktywnymi zmianami (ale w takim przypadku żaden peeling mechaniczny nie jest wskazany!). Ponownie mamy tu stosunkowo niewielkie opakowanie, ale wydajność jest znowu bardzo duża, naprawdę niewielka ilość wystarcza na jedno użycie. Jeżeli lubicie efekt wygładzenia skóry, jaki dają peelingi mechaniczne, ale zależałoby Wam również na delikatnym jej nawilżeniu, to będzie produkt idealny dla Was, bo zostawia skórę gładką, ale i bardzo miękką. Minusem może być w tym przypadku dla niektórych dość intensywny zapach (mi przypomina goździki), ale ma on styczność ze skórą na tyle krótko, że mi zupełnie to nie przeszkadza.


STUDIO ACCANTUS PO RAZ KOLEJNY

Wielokrotnie polecałam Wam piosenki publikowane przez Studio Accantus, ale jako że seria W wolnym czasie już się nie pojawia, trochę o tym zapomniałam. Tym raziem jednak muszę Wam przedstawić moje ostatnie uzależnienie, czyli przepiękne wykonanie piosenki z filmy Miasto 44. Nie będę pisała nic więcej, po prostu posłuchajcie!

To tyle jeżeli chodzi o marzec, dajcie znać czy coś Wam wpadło w oko albo czy znacie w ogóle produkty, które pokazałam ;)

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze