W sam raz na raz #2 Whamisa, Hristina, Alpha H

1/03/2018


Pierwszy wpis z tej serii przypadł Wam do gustu, a ja obiacałam kolejne i dzisiaj chciałabym dotrzymać tego słowa. Przedstawię oklejne 3 produkty, które choć dobrze się u mnie sprawdzają, nie zachwyciły mnie an tyle, żebym 
chciała je kupić ponownie. Nie będę jednak też nikomu odradzać ich zakupu, bo absolutnie nie są to złe kosmetyki!



WHAMISA Oliwkowa mgiełka do twarzy

Sporo dobrego słyszałam o produktach tej marki, również o mgiełkach, które występują w dwóch wariantach - różana do cery suchej i olwikowa do mieszanej i tłustej. Z oczywistych względów wybrałam tą drugą. I jako kosmetyk do codziennego stosowania sprawdza się naprawdę fajnie, skóra jest odświeżona i przygotowana do nakłądania dalszej pielęgnacji. Atomizer działa bardzo dobrze, nic się nie zacina ani nie pryska nierównomiernie. Sama buteleczka też wygląda bardzo ładnie, chcoć jest plastikowa, a zatopione w produkcie prawdziwe listki oliwki wyglądają naprawdę ciekawie. Skład również jest tutaj dużym plusem. ALE działanie ma po prostu dobre, nie widzę tutaj niczego nadzwyczajnego. I nie zrozumcie mnie źle, nie każdy kosmetyk musi działać cuda, jednak w tym przypadku cena regularne tego produktu jest naprawdę wysoka, zwłaszcza w porównaniu do pojemności, a to sprawia, że moim zdaniem mgiełka ta powinna działać po prostu lepiej.


HRISTINA Dr. Derehsan Maseczka do włosów z żółtkiem

Przepiękny skład to ogromny atut tego produktu. Moje włosy lubią proteiny tylko w kontrolowanej dawce, dlatego też nie używałam jej codziennie, a co jedynie co kilka myć. Włosy były po niej na pewno gładsze i bardziej nawilżone. Sama maska ma konsystencję bliżą odżywce, ale nie spływa z włosów ani też nie trzeba jej nakładać w dużych ilościach. Producent zaleca trzymanie jej na włosach 3-5min, ale ja z reguły robiłam to dłużej i tak sprawdzała się u mnie najlepiej. Cena, w porówaniau do dobrego składu, wcale nie jest wysoka, co jest kolejnym plusem. Myślę jednak, że powinna się ona lepiej sprawdzić przy włosach bardziej delikatnych, Moje ciężkie, wysokoporowate włosy wymagają większej dawki odżywienia a wręcz lekkiego dociążenie, z którymi ta maseczka nie do końca sobie radzi. Nie jest to jednak, jak wspomniałam, zły produkt, a mnie samą ciekawią jeszcze inne wersje tych maseczek. Dla zainteresowanych, produkty te można kupić tutaj.


ALPHA H Liquid gold

Kolejny produkt, który absolutnie nie jest zły, ale moim zdaniem nie jest wart swojej ceny, dlatego też nie sięgnę po niego ponownie. Liquid gold chodził za mną od bardzo dawna, a w sieci trafiałam niemal na same pozytywne opinie na jego temat - że deliatnie złuszcza skórę, pozostawiając ją odświeżoną, pomagając przy przebarwieniach i niedoskonałościach. Brzmiało to niem jak "lek na całe zło", ale jak to często u mnie bywa, z moim przebarwianiami nie zrobił prawie nic. Zgadzam się, że złuszczał bordzo delikatnie - ja stosowałam go codziennie wieczorem i zupełnie nie był dla mnie za mocny. Skóra była delikatnie gladsza, może nawet jej koloryt trochę się poprawił, ale liczyłam po prostu na coś więcej. Jeżeli macie skorę we względnie dobrym stanie ale chcecie coś, co trochę ją obudzi i rozświetli poprzez pozbycie się martwego naskóra, to pewnie sprawdzi się u Was dużo lepiej. Jeżeli jednak podobnie jak ja, macie raczej grubszą skórę i problemy, które są z Wami od dłuższego czasu, to nie mogę ręczyć za satysfakcjonujące efekty.

Tak się prezentuje kolejna trójka dobrych, ale nie rewelacyjnych kosmetyków. Znacie któreś z nich? Macie o nich wyrobioną opinię? Chętnie poznam Wasze zadnie!

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze