Ulubieńcy października 2017

11/02/2017


Kolejny miesiąc minął i przychodzi czas na jego podsumowanie. Muszę przyznać, że po powrocie na uczelnię moja oragnizacja czasu bardzo kulała, co przełożyło się trochę na regularność pewnych zabiegów, ale mimo to mam Wam do polecenia kilka perełek. Pojawi się też mały gość specjalny, zdecydowanie niekosmetyczny ulubieniec minionego miesiąca ;)

RÓŻANA PIANKA DO MYCIA TWARZY PHENOME

Producent obiecuje, a wręcz nawet mocno podkreśla, że ma to być produkt do mycia twarzy, który nie będzie jej wysuszał i muszę mu przyznać rację. SKóra nie jest nawet ściągnięta po myciu, a forma pianki jest bardzo przyjemna w użyciu. Zapach jest oczywiście różany ale bardzo delikatny i przyjemny, więc nawet gdy ktoś róży nie lubi, nie powinna mu tu przeszkadzać. Wydajność wydaje się w porządku, choć to najlepiej uda mi się ocenić po skończeniu całego opakowania. Jeżeli jednak szukacie czegoś delikatnego do porannego oczyszczania skóry, to tą piankę polecam!


MUS DO CIAŁA NACOMI

Kupiłam go z polecenie Olgi po tym jak pokazała go na swoim InstaStory i muszę przynać, że całkowicie podpisuję się pod tym, co powiedziała na jego temat. Wybrałam wersję o zapachu shake'a bananowo-kokosowego, ale to zdecydowanie pierwszy składnik gra tutaj pierwsze skrzypce w zapachu, co bardzo mi odpowiada. Kolor jest żółty, a sam produkt ma właśnie konsystencję lekko zbitego musu, który rozpuszcza się pod wpływem ciepła naszych dłoni i zamienia w gęsty olejek o pięknym zapachu. No coś cudownego! Skóra jest cudownie nawilżona i odżywiona nie tylko zaraz po nałożeniu (chwilę się wchłania, warto o tym wiedzieć) ale też długo potem. Połączenie musu z olejkiem nie tylko jest wygodne w aplikacji, ale mam też wrażenie, że przekłada się na lepszą wydajność produktu.


ZŁUSZCZAJĄCA MASECZKA DO TWARZY THE BODY SHOP 

Chodziłam wokół maseczek z tej serii naprawdę długo, jednak ze względu na ceną ciągle odkładałam ten zakup na później. Trafiając na promocję w końcu się jednak zdecydowałam i to byl strzał w dziesiątkę. To była właściwie miłość od pierwszego użycia. Skóra jest po niej pięknie wygładzona, koloryt jest delikatniw wyrównany a niedoskonałości goją się potem jakby szybciej. Lekko zastyga na twarzy, ale nie powodując ogromnego jej ściągnięcia jak np glinki, które wymagają spryskiwania wodą. Więcej napiszę Wam o niej już niedługo, bo mam Wam do pokazania poza nią jeszcze dwie inne świetne gotowe maseczki ;)


ARIA

Jeżeli śledzicie mnie na Instagramie to na pewno Was nie zdziwi, że największym ulubieńcem minionego misiąca jest nasza nowa lokatorka - Aria. Marzył mi się psiak odkąd wyprowadziłam się z domu, jednak w wynajmowanym mieszkaniu to nie zawsze jest takie proste. Aktualnie jednak jesteśmy w dobrej sytuacji pod tym względem i zdecydowaliśmy się na takiego małego cudaka. Aria to pół diabeł-pół przylepka rasy Jack Russell Terrier i niesamowicie ożywiła nasze mieszkanie ;)


Znacie coś z moich ulubieńców, może coś Was zaciekawiło? ;)

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze